Strona główna

2020-11-21

Kolejny przystanek Stanisława Szuro (1920 - 2020)

Piórem brata redaktora Ryszarda Dzieszyńskiego wspominamy dziś postać śp. mjr. Stanisława Szuro, żołnierza niezłomnego, ojca brata kurkowego Jana Szuro, który 17 listopada br. odszedł na wieczną wartę w wieku 100 lat. Uroczystości pogrzebowe odbędą się na cmentarzu Rakowickim 2 grudnia o godz, 13.40.
 
Fot. JM
 
---
 
,,Kolejny przystanek Stanisława Szuro"
 
Wychowanek krakowskiego renomowanego krakowskiego Nowodworka, a potem absolwent wydziału historii UJ przez całe życie był patriotą i katolikiem dla którego patriotyzm i wiara nie stanowiły pustego pojęcia. Nieraz tego dowiódł, choćby udziałem w kampanii wrześniowej 1939 roku w polskim mundurze, najpierw w 17 baonie pracy Junackich Hufach Pracy, a potem żołnierz 77 pułku piechoty.
 
Brał udział w walkach na Wileńszczyźnie. Kilkakrotnie omal nie stracił życia. Internowany na Litwie uciekł jednak z litewskiej niewoli. Wrócił nielegalnie do Krakowa i w 1940 roku został uczestnikiem konspiracji, jako żołnierz ZWZ, gdzie zajmował się drukiem i kolportażem prasy podziemnej. Aresztowany przez funkcjonariuszy hitlerowskiego SD znalazł się najpierw w więzieniu przy Montelupich, a potem od października 1942 roku w obozie koncentracyjnym w Pustkowie. W czerwcu 1944 roku przeniesiony do obozu w Sachsenhausen, potem do Bergen Belsen, Politz i Barth.
 
Po zakończeniu wojny wrócił do Krakowa, ale szybko dołączył do podziemia antykomunistycznego. Znalazł się w oddziale Narodowej Organizacji Wojskowej pod nazwą Liga Walki z Bolszewizmem. Aresztowany w listopadzie 1946 roku przez bezpiekę stanął przed sądem i 3 lutego 1947 roku został skazany na karę śmierci, zamienioną dzięki tzw. amnestii na 15 lat więzienia. Kolejne etapy jego więziennej odysei to kryminały w Rawiczu, Wronkach, Strzelcach Opolskie. Zwolniony warunkowo w lipcu 1956 roku podjął studia historyczne i został nauczycielem historii. Nauczał m. in. w technikum łączności, Niższym Seminarium Reformatów, Liceum Zakonu Pijarów. Poślubił Danutę Gelles i miał z nią dwóch synów. Dochował się pięciu wnuków i siedmiu prawnuków.
 
Poznałem Stanisława Szuro 7 stycznia 1972 roku na spotkaniu autorskim młodych twórców w domu kultury w Oświęcimiu. Jako historyk wykazał ogromną wtedy wiedzę na temat przeszłości regionu, w którym znajdowaliśmy się. Gdy wracałem z nim nocnym pociągiem do Krakowa opowiadał o mijanych miejscowościach, nie skąpiąc anegdot, nawet takich od kuchni. Porażał wprost swą erudycją. Potem miałem okazję do kolejnych spotkań z nim w gronie byłych więźniów politycznych Wronek, którzy zjawiali się nieraz okazjonalnie, w czasie pobytu w Krakowie w kawiarni Feniks przy ulicy św. Jana, aby odwiedzić znanego artystę Tadeusza Stanaszka, który we Wronkach był kimś w rodzaju guru. Stanisław Szuro odznaczał się w tym gronie nie tyko erudycją historyczną, ale też poczuciem humoru. Poznałem wtedy niektóre z jego przeżyć wojennych, okupacyjnych i powojennych.
 
Szczególnie zapamiętałem jego opowieść o „kopycie”. Koledzy Staszka idąc na akcję ubolewali, że nie mają „kopyta”, czyli pistoletu, którym mogliby się bronić w razie natknięcia się na milicję. Aż w końcu jeden z nich oznajmił, że wie, jak zdobyć „kopyto”. Miał je pewien ubek mieszkający obok wspomnianego kolegi. Zaczaili się oni i gdy wyszedł do pracy ustalili, że nie zabrał ze sobą broni. Włamali się do jego mieszkania i znaleźli w szufladzie jego pistolet. Okazał się jednak mocno zepsuty, że nadawał się jedynie na złom. Staszek skomentował to: takie kopyto, jak cała bezpieka. Nie potrzebujemy spluwy. Bez kopyta też damy rady.
 
Całość wspomnień Staszka przyswoiłem sobie dzięki jego synowi Jankowi, który podjął się trudu spisania ojcowskich przygód. Tytuł: „I tak będę żył” – to także motto Stanisława, które sprawdza się nawet teraz, bowiem Jego odejście, to tylko kolejny przystanek w drodze do Wieczności.
 
Ryszard Dzieszyński